poniedziałek, 14 czerwca 2010

Czas decyzji

Czas decyzji” – taki tytuł nosi jeden z programów publicystycznych, traktujący o zbliżających się wyborach prezydenckich. No i z samym tytułem ciężko się nie zgodzić. Wybór, którego musimy dokonać 20 czerwca, i najprawdopodobniej powtórzyć bądź zweryfikować 4 lipca, jest w istocie rzeczy czasem decyzji. I to trudnej decyzji. No bo gdyby na kandydatów spojrzeć, biorąc pod uwagę tylko ich hasła wyborcze, nie możliwym byłoby wybranie jednego jedynego… Dlaczego? Ciężko nie zgodzić się z hasłem „Polska jest najważniejsza”. Ale także trudno polemizować z truizmem „zgoda buduje”. Oczywiście z hasłami „najważniejsza jest wiarygodność” oraz „najważniejsza jest odwaga”, także nie sposób się nie zgodzić. Co w takim razie zrobić, aby bliżej przyjrzeć się sylwetkom kandydatów? Każdy z nich pokazuje się w obecności powodzian, obiecuje im pomoc, i ględzi o potrzebie porozumienia. Ale jak oni chcą mnie przekonać, że stać ich do ponadpartyjnego porozumienia, skoro nie potrafią się porozumieć w tak prostej kwestii, jak termin i formuła debaty przed wyborami? A wydaje mi się, że właśnie debata, bezpośrednia konfrontacja prezentowanych poglądów i programów, może unaocznić prawdziwe różnice pomiędzy osobowościami i charakterami kandydatów – a to z kolei pomogłoby nam, wyborcom, dokonać wyboru przyszłego prezydenta. Jednak niestety nikomu, poza kilkoma dziennikarzami, na owej debacie nie zależy. Debatę pomiędzy dwoma głównymi kandydatami w wyścigu o Pałac zorganizować chciała TVN 24. Jak się jednak dowiedzieliśmy z oficjalnego komunikatu stacji, jeden ze sztabów przez ponad miesiąc „nie zdążył” odpowiedzieć na tę propozycję. Do spotkania trzech kandydatów w swoim programie chciał także doprowadzić Tomasz Lis, jednak jego szefowie do tego nie dopuścili…

Koszmar z ul. Woronicza

Nie bez przypadku nawiązuję do słynnego cyklu horrorów. Bo jak opisać działalność TV publicznej, nie używając słów takich jak koszmar i horror? Władze TVP dziwią się, że coraz mniejsza ilość odbiorców płaci abonament. Hmmm, ja tam się temu nie dziwię. Dzisiejszymi gośćmi Tomasza Lisa mieli być Jarosław Kaczyński, Bronisław Komorowski i Grzegorz Napieralski. Ten pierwszy, ze znaną sobie gracją i kulturą, odmówił przyjścia. Zostali zatem harcerz i miłośnik hip-hopu. Do Spotkania między nimi jednak nie doszło. Dlaczego? TVP postanowiła odwołać emisję poniedziałkowego programu. Ciężko nie ulec wrażeniu, że decyzja podyktowana była rezygnacją z udziału w programie Kaczyńskiego. Przecież książę Jarosław, z bratem królem spoczywającym na Wawelu, nie pojawi się u kogoś, kto napisał książkę mało przychylną jego obozowi politycznemu („PiS-neyland” z 2007 roku). Były premier zapomniał chyba, że prezydent, a on przecież Głową Państwa chce być, powinien zachowywać się z nieco większą klasą. Ocena działalności Tomasza Lisa może być różna. Nie można mu jednak odmówić dociekliwości, inteligencji i znajomości polityki – wszystkie te cechy powinien moim zdaniem posiadać szanujący się dziennikarz. Ostatecznie TVP łaskawie zgodziła się na emisję programu Lisa, pod warunkiem, że gościem będzie sam Komorowski. Władze TVP, reprezentujące SLD i PiS, nieświadomie zagrały w gruncie rzeczy na korzyść kandydata PO. Szkoda tylko, że nie doszło do spotkania jedynych liczących się w tych wyborach kandydatów…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz