czwartek, 10 czerwca 2010

Marzenia – na poważnie

Tak sobie pomyślałem, że wypada wyjaśnić motto, słowo przewodnie, które opisuje mój blog. „Obawiam się, że kiedy moje marzenie się ziści, nie będę już miał w życiu żadnego innego celu”.
Wspomniany cytat pochodzi z książki znanej dla wielu z was. „Alchemik” autorstwa Paulo Coelho przez jednych uważany jest za źródło filozoficznych mądrości. Przez innych owe przesłanie jest banalne i w gruncie rzeczy puste. Moim zdaniem prawda leży po środku. Nie zmienia to jednak faktu, że książki Brazylijczyka pochłaniam bez opamiętania, wyciągając z nich sporo mądrości, o których często myślałem, ale których sam wcześniej nie potrafiłem ubrać w słowa. Cytat o marzeniach i strachu przed ich spełnieniem, dotyczył Sprzedawcy kryształów – jednego z bohaterów książki. Ów Sprzedawca całe życie marzył o wyprawie do Mekki:

„Mekka trzyma mnie przy życiu. To ona dodaje mi sił, by znieść wszystkie te jednostajne dni, owe milczące kryształowe naczynia na półkach, obiady i wieczerze w tej podłej jadłodajni. Obawiam się, że kiedy moje marzenie się ziści, nie będę już miał w życiu żadnego innego celu”.

I dalej:

„Wyobrażałem już sobie tysiące razy, jak przeprawiam się przez pustynię, jak dochodzę do placu, na którym stoi Czarny Kamień, jak siedem razy okrążam go, zanim dotknę. Widzę już, kto będzie stał u mego boku, kto przede mną, słyszę słowa, które ze sobą zamienimy, i modlitwy, jakie zmówimy wspólnie. Lękam się jednak utraty złudzeń, więc wolę pozostać w świecie marzeń”.

Mało które słowa dotarły do mnie tak dobitnie. Jakbym czytał o samym sobie. Mam marzenie, którego się boję. Od ponad trzech lat marzę o wyjeździe do Grecji. Chciałbym zacząć tam pracować (w pubie albo sklepie z najróżniejszymi rodzajami oliwek), spróbować ułożyć sobie tam życie. Już widziałem ludzi, z którymi rozmawiam, których tam poznaje, z którymi pracuję. Pochodzą z całego świata. Dzięki nim uczę się tolerancji, nabywam dystansu do spraw błahych, poznaje różne kultury i zwyczaje. Uczę się od nich innego podejścia do życia. Cały świat staje przede mną otworem. Nie chcę żyć według ogólnie obowiązujących reguł: najpierw liceum, potem studia – najlepiej dwa kierunki. Do tego praca dorywcza żeby po studiach łatwiej było znaleźć dobrze płatną pracę. Potem 30 lat uczestniczenia w wyścigu szczurów, pracy po kilkanaście godzin na dobę i cicha śmierć. Ja wolę życie niepewne, urozmaicone, bogate w doświadczenia zdobywane na całym świecie. Mogę zbierać oliwki w pobliżu greckiej wioski, do której będę przychodził na kawę, grecką sałatkę i papierosa, aby odetchnąć. Chcę widzieć siedzących obok starych Greków, dla których czas się zatrzymał dawno temu. Chcę wolności. Zatrudnić się spontanicznie na kutrze jak Benjamin Button i nie myśleć o tym, co stanie się jutro. Chcę poznać człowieka, który przez wielu uważany będzie za pozbawionego głębi, ale w którym ja dostrzegę coś więcej – życiowe doświadczenie, z którego będę mógł się uczyć.
Chcę niepewności i przygody, a nie przewidywalności. W innym przypadku za kilkadziesiąt lat będę żałował, że nie podjąłem ryzyka, że nie wziąłem życia w swoje ręce, tylko żyłem według takich samych zasad, którym poddają się inni.
Niestety, obawa przed rozczarowaniem jest silniejsza. Jeśli zrezygnuję z pracy, studiów i z dnia na dzień wyjadę, a w nowym miejscu się nie odnajdę? Jeśli nie spotkam wyjątkowych ludzi, od których mogę się czegoś nauczyć? O czym wtedy będę marzył w chwilach zwątpienia? Wolę żyć samym marzeniem, mieć cel, do którego chcę dożyć. Boję się, że gdy spełnię swoje marzenie, nie będę miał już żadnego celu.
Nie można mówić o marzeniach, nie zadając sobie pytania: co jest w życiu naprawdę ważne? Receptą na udane życie jest dążenie do materialnego luksusu, które zapewni nam pozorne szczęście? Czy może najważniejsze jest, aby swoim życiem uszczęśliwić kogoś innego? A może właśnie marzenia są solą życia? Zwłaszcza te z lat dzieciństwa, kiedy doskonale wiemy czego chcemy? A może jest jeszcze prościej. Może, idąc za pewną polską komedią, trzeba „odpowiedzieć sobie na zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie. Co lubisz w życiu robić?” A potem zacząć to robić. Wydaje się, że nic prostszego. Ale może nie ma się nad czym tak bardzo zastanawiać i wystarczy skupić się na drobnych codziennych przyjemnościach? Takich jak chwila przy kawie i papierosie? Ale nie pospiesznym papierosie w przerwie między zajęciami. Chwilą trzeba się delektować. Trzeba ją celebrować. Nie ma nic przyjemniejszego od popadnięcia w chwilowe zapomnienie i refleksję przy papierosie i kawie. Czyli od tego, co właśnie czynię. Pisząc, palę papierosa. Obok stoi kawa. Nie mam ochoty jej wypić, sam aromat wystarczy mi w zupełności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz